Myszasty57
Myszasty57.blog.interia.pl
Notki
2008-03-12

"...We śnie szedłem brzegiem morza z Panem. Ogladając na ekranie nieba całą przeszłość mego życia.

Po każdym z minionych dni zostawały na piasku dwa slady - mój i Pana.

Czasem jednak widziałem tylko jeden ślad odciśnięty w najcięższych dniach mego życia.

I rzekłem: Panie przyrzekłeś być zawsze ze mną; czemu zatem zostawiłeś mnie samego, wtedy, gdy było mi tak ciężko?

Odrzekł Pan: wiesz synu, że cię kocham i nigdy cię nie opuściłem. W te dni, gdy widziałeś tylko jeden ślad, ja niosłem ciebie na moich ramionach."

2008-01-27
Boże, użycz mi pogody ducha,
abym godził się z tym czego zmienić nie mogę,
Odwagi, abym zmieniał to, co zmienić mogę,
I Mądrości, abym odróżniał jedno od drugiego...
2008-01-16
Kiedyś w jednym z blogów przeczytałem zdanie, którego nie mogę zapomnieć. Codziennie powtarzam je niczym mantrę.

„…kiedy w koło wszystko tak uparcie gaśnie, zaufaj iskierce nadziei.”

Gdzie jest ta iskierka ?

Wszystko, czym stało się moje życie od chwili, kiedy okazało się że ćpa, przypomina mydlana bańkę unoszącą się w powietrzu. Fascynuje i cieszy zmieniającym się kształtem i opalizująca grą barw. Jednak nieuchronnie opada ku ziemi na spotkanie swojego przeznaczenia. Nie można temu zapobiec. Przy najmniejszej próbie przeciwdziałania jej opadania i tak pęknie i zniknie.

Dziś spotkałem się z kolegą z dawnych lat. Jest alkoholikiem. Od ośmiu lat nie pił. Przez ponad trzy godziny opowiadał mi o swojej heroicznej walce, która będzie prowadził do końca swoich dni. Uzmysłowił mi, że uzależnienie to choroba, która niszczy nie tylko tych, co biorą. Pośrednio niszczy ich rodziny i najbliższych.

Nieustannie myślę o tym gnoju, który dostarczał jej prochy. To gówniarz, były kolega z gimnazjum, obecnie mieszkający z rodzicami poza krajem. Co kilka miesięcy przyjeżdża i przywozi towar. Trudno mi dowiedzieć się więcej szczegółów. W środowisku obowiązuje zmowa milczenia i szczeniackiej solidarności. Chciałbym go znaleźć. Myślałem, żeby poinformować policję ale obawiam się, że mogą zbagatelizować temat. Trzy lata temu w sklepie sprzedano jej piwo – choć metrykalnie i z wyglądu była nieletnia. Poszły z koleżankami do parku i się wstawiły. Ustaliłem, w którym to było sklepie, byli świadkowie, poszedłem na policje. Zanim przyjęto zgłoszenie zapytano życzliwie czy chcę mieć sprawę przed sądem rodzinnym z tytułu braku należytej opieki nad dzieckiem. Skapitulowałem.
2008-01-13
Wróciła.

Kiedy po kilku godzinach stanęła w drzwiach domu nie umiałem zdobyć się na stanowczość i konsekwencję. Próbowaliśmy „na świeżo” rozmawiać i omówić to co się wydarzyło ale poziom agresji był zbyt duży. Choć z żoną próbowaliśmy się przygotować do tej rozmowy, wypadła żałośnie. Ludzie, którzy latami nie rozmawiali ze sobą nie są wstanie nagle pokonać zakorzenionych głęboko uprzedzeń i barier. Zamiast skoncentrować się na tym, co się stało, rozmowa poszła w kierunku wypominania mi jakie błędy popełniłem jako mąż i ojciec. Kolejny raz nie zdaliśmy rodzicielskiego egzaminu. Żałosne…

To wszystko źle wróży. Brak nam konsekwencji. Pierwszą poważną konfrontację przegraliśmy. Oddaliśmy pole i pozwoliliśmy, aby poszerzyła zakres „swojego obszaru”. Powoli zaczyna bagatelizować i marginalizować problem. O jakiejkolwiek terapii nawet nie chce słyszeć. Wcześniejsze deklaracje o chęci skończenia szkoły i ewentualnych studiach dziś kwituje śmiechem.

Tkwimy wszyscy w łupince na środku morza. Ciemna, groźna woda niesie nas w nieznanym kierunku, ku przeznaczeniu. Biernie siedzimy i nic nie robimy, nie walczymy. Łapczywie chwytamy każdą daną nam przez opatrzność chwilę spokoju i pozornej normalności. Jednak woda wciąż się toczy i niechybnie niesie nas ku katastrofie…

W pracy źle. Już wiem, że nie wykonam planu pierwszego kwartału. Nie będę jedyną osobą, która znajdzie się w tej sytuacji. Jednak tylko ja w tak otwarty sposób mówię, że powodów tego stanu rzeczy nie można szukać wyłącznie po stronie pracowników. W ciągu najbliższych dwu tygodni czekają mnie dwukrotnie spotkania i rozmowy z szefem. Obawiam się, że będzie to także czas, w którym będę musiał podjąć decyzje jak dalej pokierować swoim życiem zawodowym. W mojej branży i przy moich doświadczeniach nie trudno o nowe ciekawe propozycje pracy. Czy przyszedł czas na zmiany ?
2008-01-09
Właśnie się spakowała, ubrała i wyszła z domu...

Właśnie przed chwilą musiałem jej powiedzieć, że skoro łamie zasady i nie chce abyśmy jej pomogli wydobyć się z nałogu to nie wpuszczę jej do domu...

Właśnie wszystko mi się zawaliło... 
2008-01-06
Póki co została. Kiedy w sobotę koło południa wyszła ze swojego pokoju wyraziła nawet żal za swoje zachowanie i próbę złamania zasad, które ustaliliśmy. Plecak wprawdzie nadal stoi spakowany w jej pokoju, ale ufam, że jest już tylko wspomnieniem tamtego kryzysu a nie zapowiedzią nowego dramatu.

Jutro poniedziałek i początek kolejnych zmagań w pracy. Wyjeżdżam na kilka godzin do Krakowa, bo mam dwa ważne spotkania biznesowe. Przy tej okazji umówiłem się na spotkanie z niedawno odnalezioną po latach koleżanką, z którą chodziliśmy do liceum a potem na studia. Odnalazłem ją niedawno w Internecie, poszukując przyjaciół z przed lat. Nasz pierwszy kontakt telefoniczny po 26 latach był bardzo serdeczny i spontaniczny i ogromnie się cieszę, że jutro się zobaczymy. Będzie co wspominać.

W mojej pracy od kilku miesięcy zachodzą zmiany. Nie czuje się dobrze w tym procesie. Sposób ich wprowadzania daleki jest od ideału. Jak to w korporacjach - nowe koncepcje, nowe strategie, nowe cele i priorytety. Nikt nie pyta, trzeba robić… Żadnych prób zdyskontowania wiedzy, posiadanych kompetencji i zdobytych przez pracowników doświadczeń. Od jedenastu lat pracuję i funkcjonuję zawodowo w takim świecie i ciągle nie wszystko rozumiem, nie wszystko akceptuję.

Właśnie dlatego coraz częściej obawiam się tego co przyniosą najbliższe tygodnie i miesiące. Dlatego tak trudno przychodzi mi teraz wyzwolić w sobie niezbędną ilość energii…
2008-01-05
Życie nieustannie uczy pokory…

W ciągu ostatnich dni czas upływał na pozór w zupełnie innej scenografii. Jakby nie było w jej życiu narkotyków, jakbyśmy nie mieli tych wszystkich problemów. Każdego dnia zaklinałem rzeczywistość i oddawałem się rozkoszy nie myślenia o tym, co na co dzień przygniata do ziemi. Kiedy od czasu do czasu pojawiało się spięcie, było to raczej krótkotrwałe naprężenie niczym pomruk odległej burzy. Od wczoraj napięcie niebezpiecznie narastało. Miałem jeszcze wieczorne spotkanie w klubie, więc do domu wróciłem po 22. Słuchając jak żona rozmawia z córką w jej tonie i sposobie mówienia bez trudu rozpoznałem znane mi od lat denerwujące dźwięki i podniesiony głos. Kiedy wiele lat temu próbowaliśmy jeszcze rozwiązywać nasze problemy prowadząc dialog, moje intencje zawsze rozbijały się o ten agresywny styl wyrażania opinii. Kiedy dzieci dorosły i one nie zaakceptowały tak prowadzonych rozmów. Z czasem trochę przejęły tą manierę. Zamiast rozmawiać zaczęliśmy warczeć.

Dziś, kiedy wróciłem z pracy uświadomiłem sobie, że sytuacja zaczyna być krytyczna. Próbowałem coś robić, ale mówiliśmy wszyscy innymi językami, jakby zamknięci w naszej własnej Wieży Babel. Z każda chwilą było już coraz gorzej. Odmówiła rozmowy z terapeutą a pod wieczór oświadczyła, że nie zamierza poddać się kuracji w ośrodku dla uzależnionych. Po chwili zaczęła pakować swoje rzeczy do plecaka…

Czy można opisać lęk, który się czuje w sercu mając świadomość, że być może to są właśnie ostatnie chwile kiedy się widzi własne dziecko ?

Na szczęście udało się rozładować napięcie na tyle, że została. Boje się patrzeć na rzucony w kąt plecak i boje się zasnąć. Co będzie jutro, co będzie…….
2007-12-30
Przedostatni dzień roku. Roku, w którym skończyłem 50 lat. Miesiąc temu dowiedziałem się, że moja córka od trzech lat bierze. Za kilka miesięcy miała zdawać maturę, planowała studia. Nagle wszystko się wywróciło i trzeba nauczyć się żyć z codziennym lękiem i obawą o to, co będzie dalej, jak ratować dziecko. W zasadzie to, co się stało nie powinno mnie zaskoczyć. Przez wiele lat próbowałem mieć wpływ na sposób, w jaki była wychowywana jednak zawsze przegrywałem.

Dwadzieścia lat temu, kiedy w moim małżeństwie zaczęło się coś psuć, nie zdawałem sobie sprawy, że tego procesu nie uda się już zatrzymać. Dziś jestem sam. Wprawdzie mieszkamy w tym samym miejscu, ale jest to efekt kompromisu na rzecz dzieci. Żyjemy każde w swoim świeci i swoimi problemami. Ja mam zapewnić utrzymanie i stały dopływ kasy, w zamian mam domowe obiady.

Dużo i intensywnie pracuję. Nie dlatego, że tak lubię, ale inaczej się nie da. Moja praca wymaga pełnego oddania się, pochłania każdą chwilę i całą energię. Wyniki przychodzą z wielkim trudem i są okupione potwornym stresem. Nie powinienem się temu dziwić – taki zawód, taka praca, a ponieważ świetnie mi płacą, głupio narzekać. Jednak z każdym dniem coraz trudniej przychodzi mi mobilizować się do kolejnego wysiłku. Czuję się coraz bardziej zmęczony.

Czuje się samotny. Jeśli nie liczyć codziennego zawodowego bełkotu, z nikim nie rozmawiam. Z żoną nie rozmawiamy i nie pamiętam, kiedy robiliśmy to ostatni raz. Codzienne „dzień dobry” i „dobranoc” to cała konwersacja, na jaką potrafimy się zdobyć. Coraz bardziej doskwiera mi brak możliwości porozmawiania z kimś, kto chciałaby wysłuchać i pomógł udźwignąć…

Z każdym dniem, tygodniem, miesiącem coraz bardziej zamykam się w świecie, który zbudowałem sobie wewnątrz. To taki bastion, w którym czuję się bezpiecznie. Gdybym miał dokonać wizualizacji i opisać to miejsce to byłby to mały pokój z jednym oknem przysłoniętym ciężką firanką. W odległym od okna kącie stoi stara wygnieciona sofa, na której można usiąść lub się położyć i odpocząć. W pokoju panuje półmrok i – co dziwne – nie rozbrzmiewa muzyka, która w realu tak bardzo mi pomaga. Na ścianie na wprost sofy są drzwi. Stare drewniane, w skrzynkowej futrynie. Drzwi, jakie można już dziś spotkać tylko w starych czynszowych kamienicach. Jeszcze jakiś czas temu te drzwi były uchylone, lecz od pewnego czasu są zamknięte i nikt już nie pamięta gdzie podziały się klucze…

Sześć lat temu, gdy zanurzałem się w depresja, chwytałem za pióro i zaczynałem pisać. To była taka moja prywatna forma terapii. Potem okazało się, że żona wnikliwie rewiduje moje rzeczy, więc zaprzestałem tego. Może w wirtualnym świecie uda mi się zachować trochę prywatności…
Księga gości
 
Statystyki
Liczba osób które odwiedziły mojego bloga:
 
74
Liczba osób które skomentowały mojego bloga:
 
0
Liczba osób które wpisały sie do Ksiegi Gosci:
 
0
Zobacz serwisy INTERIA.PL